Rozmowa numer 2631

– Nie masz czasami takiego wrażenia, że coś jest bardzo, bardzo blisko ciebie, i że jeśli nie widzisz tego, to tylko dlatego, że nie chcesz zobaczyć?
I, że wszystko co musisz zrobić, to wykonać ten jeden drobny, nic nie kosztujący cię gest, dzięki któremu będziesz mógł to mieć, bo to jest to, o czym marzysz i śnisz i co mogło by nadać twojemu życiu nowy sens.

– No powiedz sam, nie miewasz czasami takiego wrażenia?

Nie przestając go głaskać odpowiadam:

– Nie, nie miewam.


– Myślę, że twój największy błąd polega na tym, że od czasu do czasu starasz się być odpowiedzialny i dojrzały. A przecież ty nie jesteś ani dojrzały, ani odpowiedzialny. Zatrzymałeś się w rozwoju jakieś 30 lat temu i tak trwasz do dzisiaj. Taki mały chłopczyk wiecznie z ręką w rozporku.

Bez ostrzeżenia rzucam mu kuleczkę ze zmiętego złotka po cukierku. Puszcza się za nią w szaleńczej pogoni. Po drodze wywraca wazon z suchymi kwiatami, obija żebra o nogę od stołu i na koniec wali łbem w ścianę, przed którą nie zdążył wyhamować.

– No jak, złapałeś?

– Jasne że złapałem.

A wiesz że w przeliczeniu na ludzkie lata masz dobrze po sześćdziesiątce.


Koniec i początek

– Koniec jednego jest również, początkiem czegoś następnego…

Gdybyś zaakceptował tą oczywistą prawdę, to może nie nie siedziałbyś tu teraz w środku nocy gapiąc się bezmyślnie w telewizor i nie popijał tego ohydnego czerwonego wina.

Odstawiam kubek z winem, sadzam go sobie na kolanach i głaszcząc pomiędzy uszkami odpowiadam, że nie, ma racji, bo wtedy robiłbym dokładnie to samo co robię, tyle że byłbym jeszcze bardziej sam.

Potem on przekręca się na grzbiet odsłaniając brzuszek do głaskania, ja dopijam wino, i teraz dla nas obu jest już oczywiste, że wszystko jest dokładnie take, jakie powinno być.


Weekend

Kolejny weekend spędziłeś na kanapie. Nie wydaje ci się, że w takiej niechęci do wychodzenia z domu jest coś chorobliwego.

Klepie się w udo zachęcając go do usadowienia się na moich kolanach, a kiedy już na leży na nich zwinięty w kłębuszek nastawiając grzbiet do głaskania , mówię:

– Ty nie wychodzisz stąd już od dobrych pięciu lat i nawet przez sekundę nie przyszło by mi do głowy, żeby uważać, że jest z tobą cokolwiek nie tak.


6:25

To był wyjątkowo słoneczny poranek.

Popatrzyłem przez okno na panoramę pustych ulic, włączyłem czajnik i powiedziałem:

– Miło Cię widzieć.

A Ty nie odpowiedziałeś nic, tylko spojrzałeś w kierunku pustej miseczki.