Category Archives: Uroboros

Jest jeszcze ciemno.

Jest jeszcze ciemno. Wyłączam budzik. On czeka już na mnie przed drzwiami łazienki.
Kiedy siedzę na kiblu mrucząc ociera się o moje nogi.

Wstaje i widzę, że muszla jest pełena krwi wymieszanej z kałem. Spuszczam wodę myje ręce i idę do kuchni. On nie odstępuje mnie na krok.
Otwieram szafkę pod oknem i pytam:

– Tuńczyk, czy łosoś?
– Tuńczyk, odpowiada

Otwieram puszkę i przekładam jej zawartość do miseczki. Potem głaszczę go delikatnie, bo wiem, że nie zacznie jeść, dopóki tego nie zrobię.

Reklamy

To strasznie smutne

– To strasznie smutne, że umrzesz pierwszy.
Pewnie jedyną smutniejszą rzeczą jest to, że zaraz potem znajdzie się tu ktoś, kto Cię zastąpi, tak jak Ty zastąpiłeś tego, co był tu przed Tobą.

– No cóż, mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę z tego, że ciebie dotyczy dokładnie to samo. Może jedynie z tą małą różnicą, że nie będzie nikogo, kto miałby potrzebę zastąpienia ciebie.


Topielica

Wstaje z fotela. Kubek niedopitej już dawno zimnej herbaty odstawia na stolik.

Leżąc na kanapie z pomrukującym kotem który zwinął się w kłębek na moim brzuchu, widzę jak w perspektywie korytarza krąży pomiędzy sypialnią a łazienką przygotowując się do snu.

Potem, w szybie pół otwartych drzwi odbijających fragment łóżka i wiszących nad nim „Serpents” rozświetlonych ciepłym światłem nocnej lampki, mogę widzieć jak siada na łóżku i skulona oplata ramionami nogi, dotykając czołem kolan. Jej jasne włosy opadają w dół pasmami takimi jak u topielic na ścianie.

Płacze.

Kot przeciąga się dotykając łapkami mojej brody

– Czasami tak bardzo boimy się samotności, że w rezultacie zostajemy sami, mówi wyginając grzbiet.

– Tak, czasami tak się dzieje, odpowiadam.


Wąż Urubos.

Jak zwykle żegna mnie smutnym spojrzeniem. Zamykam drzwi i przekręcam klucz w zamku

Naciskam guzik od windy i przez pochlapaną srebrną farbą szybę, którą ktoś, kiedyś pomalował jej drzwi, zaglądam w głąb szybu.

Dotykam czołem szkła i widzę migającą czerwoną diodę zbliżającą się do mnie powolnym ruchem.

Wsiadam do środka i wciskam przycisk oznaczony literą P.
Opieram się plecami o ścianę. Mam prze sobą lustro z obtłuczonym rogiem przyklejone do płyty drewnopodobnej.

Nie wyglądam dobrze. Moja skóra jest szara, a spojrzenie puste. Odruchowo poprawiam krawat.

Spuszczam wzrok. Moje buty wyglądają idealnie.
Jak zawsze.

Teraz przychodzi chwila, kiedy mogę zadać sobie pytanie, które niezmiennie zadaje sobie każdego dnia, właśnie w tym momencie.

– Ciekawe, co złego spotka mnie dzisiaj?

Nie muszę udzielać sobie na nie odpowiedzi, ani nawet zastanawiać się, jak mogła by ona brzmieć. Winda staje, mój moment zawieszenia między niebem a ziemią właśnie się skończył.

Wysiadam.
Ciemnym korytarzem kieruję się w kierunku plamy światła na jego końcu.