Nie mogę zasnąć. Leżę na łóżku i patrzę na sufit który światło księżyca pokryło cieniami o dziwnych kształtach. Dzieje się tak zawsze kiedy myślę o zbyt wielu sprawach, zbyt intensywnie.
On zjawia się bezszelestnie nie wiadomo skąd. Przeciąga się wbijając w moją pierś swoje ostre jak szpileczki pazurki.
Robi krok do przodu. Teraz nie widzę nic poza jego wielkimi oczami.
- Celem życia jest śmierć.
- Tak, wiem o tym – odpowiadam i głaszczę go między uszkami
On uśmiecha się, a ja smutnieje.

Listopad 18th, 2011 at 19:08
Ale się zlękłam, jakbym stanęła oko w oko z Bastet.
Listopad 22nd, 2011 at 13:36
……….. żeby jeszcze było miłe to Życie? Pozdrawiam radośnie!